Zadaszenie ORK II i Śpiwór Trondeland – recenzja produktów Fjord Nansen

Fjord Nansen - recenzja

Dobry śpiwór to połowa sukcesu podczas wyprawy. Ale do czego jest potrzebne dodatkowe zadaszenie? Sama się nad tym zastanawiałam. Zobaczcie, co z tego wyszło.  

Jeśli zastanawiacie się ile czasu zajmuje nam przygotowanie do naszych dłuższych wypraw, to powiem Wam, że zaczynamy dużo wcześniej niż Wam się wydaje. Najpierw ustalamy termin urlopu. Mniej więcej pół roku przed wyjazdem staramy się mieć wybrany przynajmniej kraj lub kraje do których chcemy pojechać, żeby potem na spokojnie zacząć przygotowywać plan wyprawy. Następnie szukamy ciekawych miejsc i pięknych krajobrazów, a potem czytamy wszystko co znajdziemy pod ręką czy wpadnie nam w oko odnośnie tych miejsc. Bardzo lubimy czytać informacje praktyczne (czyli gdzie jest dane miejsce, jak tam dojechać, co tam jeszcze można robić, gdzie iść, co zobaczyć itd), bo pozwala nam się lepiej przygotować do wyjazdu i określić przedział czasowy potrzebny dla pobytu w konkretnym miejscu. Oprócz planu podróży, który potrafimy zmienić czasem nawet dwa dni przed wyjazdem (bo trafiliśmy przypadkiem na informację o świetnym miejscu i nagle okazuje się, że koniecznie musimy tam pojechać), sprawdzamy i uzupełniamy niezbędny sprzęt, jedzenie czy odzież itd.

W trakcie przygotowań do tegorocznej wyprawy na Bałkany dzięki marce Fjord Nansen i Tuttu.pl – sklep turystyczny mieliśmy okazję przetestować Zadaszenie ORK II i śpiwory Trondeland Mid o których poniżej Wam opowiemy.

 

Zadaszenie ORK II – Fjord Nansen

Zadaszenie ORK II było pomysłem Marcina i przyznam się, że początkowo byłam sceptycznie do niego nastawiona. Na wiosnę tego roku specjalnie kupiliśmy sobie nowy duży namiot Colemana, właśnie po to by móc się w nim schować w razie deszczu. Dlatego oczami wyobraźni nie bardzo widziałam zastosowanie tego zadaszenia, a raczej kolejną rzecz, którą  trzeba rozkładać na campingu. Na Bałkanach byliśmy 3 tygodnie i w tym czasie rozbijaliśmy się na dziewięciu różnych campingach i powiem Wam, że ku mojemu zdziwieniu faktycznie nam się przydał. Świetnie chronił nas przed deszczem w czarnogórskim Durmitorze czy w dolinie Valbony (góry Północnoalbanskie) jak również przed słońcem. Tego nam brakowało w zeszłym roku w Bieszczadach, gdzie w trakcie tygodniowego pobytu mieliśmy tydzień upałów po 30 stopni i już od rana w namiocie było tak ciepło, że nie dało się wytrzymać.

Zadaszenie ORK II ma kształt prostokąta o wymiarach po rozłożeniu 380 x 280 cm. Po zwinięciu jest bardzo zgrabnym pakunkiem o wymiarach 52 x 13 x 13 cm, który bez problemów zmieścił się w naszym zapchanym bagażniku. Posiada w komplecie 6 odciągów z 6-cioma szpilkami. Można do tego dokupić sobie maszty, dobierając ich długość (wysokości masztu) wg uznania. My mieliśmy opcję najdłuższą czyli dwa maszty o wysokości 2.14 m. i po rozciągnięciu odciągów tworzyła się spora przestrzeń do wykorzystania. Dzięki temu nie trzeba było się aż tak bardzo schylać przy chowaniu się pod zadaszeniem (czasem rozkładaliśmy jego niższą wersję – na 1,72 m.) Maszty mają specjalne zabezpieczenia, żeby się nie rozwalały. Spokojnie mieścił się pod nim stolik, cztery krzesła i wszystkie potrzebne rzeczy do przygotowywania posiłków itd. Producent podaje, że ORK II ma wodoodporność na poziomie 3000 mm słupa wody. Siedzieliśmy pod nim w czasie mocnego deszczu w górach kilka razy i nie zdarzyło nam się, żeby coś kapało nam na głowę. Materiał z którego jest wykonane zadaszenie ma tą bardzo fajną właściwość – szybko schnie. Po deszczu wystarczyło trochę słońca czy wiatru i zadaszenie było suche. Oprócz ochrony przed deszczem ORK II bardzo dobrze osłaniał nas przed bałkańskim słońcem. Oczywistym jest, że podczas upału w namiocie jest duszno i gorąco i nie ma opcji, żeby w nim siedzieć. I zamiast szukać nie wiadomo gdzie cienia (nie zawsze jest na campingu), siadaliśmy pod zadaszeniem (ustawionym tak, żeby słońce nie raziło po oczach) w naszym prywatnym cieniu i mogliśmy się rozkoszować błogim odpoczynkiem. Jak na początku zastanawiałam się po co nam zadaszenie, tak teraz nie wyobrażam sobie dłuższego wyjazdu na camping bez niego. Przy niepewnej pogodzie nie trzeba chować stołu czy krzeseł do namiotu za każdym razem gdy na na chwilę się od niego oddalasz, z obawy że potem będziesz siedział na mokrym. Doceniłam jego przydatną rolę w naszym wyposażeniu campingowym. Rozkłada się go szybko i sprawnie.

 

Śpiwory Trondeland Mid – Fjord Nansen

 

Dwa lata temu przed wyprawą na wyspę Wolin, w rejon Świnoujścia oraz niemiecką Rugię i do Parku Narodowego Jasmund dla naszych zaprawionych w podróżach dzieciaków kupiliśmy  dwa czarno niebieskie śpiwory STAVANGER MID marki Fjord Nansen. Noce nad Bałtykiem nawet w sezonie letnim bywały zimnie, ale my spaliśmy spokojnie wiedząc, że dzieciakom jest ciepło. Korzystały z nich potem m.in w Słowackim Raju (gdzie w weekend majowy nad ranem był przymrozek, a ja wtedy spałam w dwóch polarach, długich spodniach i grubych skarpetkach zawinięta w dwa cienkie śpiwory, co teraz wspominam z uśmiechem na twarzy) czy tez podczas wyprawy do Słowenii (gdzie w Alpach Julijskich już wieczory bywały chłodne, nie mówiąc o nocach). Wiedzieliśmy już wcześniej, że są to ciepłe i wygodne śpiwory, dzieciaki nam nigdy nie zmarzły i nigdy się nie pochorowały po spaniu w namiocie. Dlatego tym razem na sobie sprawdzaliśmy inny model śpiworów tej marki: Trondeland Mid. Pewnie się trochę dziwicie po co w lecie w gorące Bałkany zabraliśmy takie ciepłe śpiwory? Powiem tak: pierwszy raz w czasie zimnej nocy (a mieliśmy takie w Durmitorze czy górach Północnoalbańskich, bo trafiliśmy w tych miejscach na kiepską pogodę) spałam w koszulce z krótkim rękawem, w krótkich spodenkach i bez skarpetek. Co jak na mnie (bo jestem zmarzluchem) jest czymś zupełnie niespotykanym. Nawet na czarnogórskim wybrzeżu, gdzie w ciągu dnia były nieznośne upały, a wieczory wyjątkowo ciepłe, przychodził w nocy taki moment, że przykrywaliśmy się tym śpiworem na te kilka godzin.

Zasadnicza różnica która rzuciła się nam w oczy od razu po wypakowaniu z pudła to taka, że Trondeland po spakowaniu jest dużo mniejszy niż Stavanger. Różnica w rozmiarach które podaje producent w obu przypadkach jest niewielka, ale wizualnie i praktycznie Trondeland łatwiej się zwijało i pakowało. W śpiworze Trondeland zastosowano do wypełnienia bardzo ciepła, miękką i lekką ocieplinę MICROFILL Super-Therm. Posiada ona specjalną konstrukcję mikrowłókien, które zapewniają wysoką sprężystość i doskonałą izolację termiczną, przy jednocześnie bardzo niskiej wadze. Włókna te przepuszczają parę wodną, dzięki czemu śpiwór na swój sposób “oddycha” zapewniając przyjemne ciepło w środku. Uwierzcie mi, jeśli ja spałam bez skarpetek to musiało mi być ciepło 😉 W kapturze tych śpiworów świetnie mieszczą się jaśki, które zawsze zabieramy pod głowę. Tak się nauczyliśmy i tak się nam wygodniej śpi. Oba śpiwory mają ergonomiczny kształt mumii, który eliminuje zbędną przestrzeń do ogrzania, a także dodatkowe docieplenie stóp. Mam nadzieję, że te śpiwory Fjord Nansen będą nam jeszcze długo towarzyszyć. I póki nie musimy ich pakować do walizki do samolotu to zawsze znajdziemy dla nich miejsce w samochodzie.

*Wpis powstał we współpracy z marką Fjord NansenTuttu.pl – sklep turystyczny. Śpiwory i zadaszenie testowaliśmy przez trzy tygodnie na Bałkanach w różnych warunkach atmosferycznych i mamy zamiar testować je dalej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *