Krokusy z Doliny Kościeliskiej

Krokusy z Doliny Kościeliskiej

Jak uniknąć tłumów ludzi podczas kwitnienia krokusów w Tatrach? Wystarczy wybrać mniej popularne miejsce na oglądanie tych pięknych kwiatów. Bo mało kto o tym wie, że krokusy można znaleźć nie tylko w Dolinie Chochołowskiej. 

Oczywiście zgadzam się z tym, że w Dolinie Chochołowskiej krokusów będzie najwięcej. O ile poszukiwacze tych roślin ich nie zniszczą. Zeszłoroczne statystyki mówiły, że w jeden weekend w Chochołowskiej było nawet 30 tysięcy osób. Nie wiem jak Wy, ale my nie jesteśmy fanami takich tłumów. Dlatego gdy już wiedzieliśmy, że podczas naszego pobytu w Zakopanem trafimy na wysyp krokusów musieliśmy znaleźć inne miejsca. Nasz wybór padł na mniej popularną Dolinę Kościeliską.

Krokusy w Dolinie Kościeliskiej

W sobotę rano udaliśmy się do miejscowości Kiry. Będąc tam przed godziną 8 rano udało nam się zaparkować na parkingu przy karczmie (ul.Groń) za 10 zł za cały dzień, a nie za 30 zł jak wołali sobie na innych parkingach należących do TPN. Naszym celem jest dojście do Schroniska na Hali Ornak, a później podejście pod Smreczyński Staw. Plan jest ambitny jak na nogi 3 latka, ale jesteśmy pozytywnie nastawieni (najwyżej plany trzeba będzie zweryfikować, co nie stanowi żadnego problemu). Nogi 6 latka przechodziły już więcej, dlatego w tym przypadku jesteśmy spokojni.

Dolina Kościeliska znajduje się w Tatrach Zachodnich i ma 9 kilometrów długości. Tworzy długi wąwóz, którego ściany miejscami zbliżają się do siebie na niewielką odległość, a dnem doliny płynie Kościeliski Potok. Trasa z Kir do Schroniska na na Hali Ornak powinna zająć 1:40 h, ale wiemy doskonale, ze nam zajmie zdecydowanie więcej czasu. Bo tuż po wejściu do doliny trafiamy od razu na krokusy. Jest ich mnóstwo, dlatego będzie sporo przystanków i ogromna ilość zdjęć. Zupełnie nam to nie przeszkadza, bo jest ładny poranek, mało ludzi i mamy cały dzień przed sobą.

Spacer doliną jest bardzo przyjemny, bo szlak bardzo łagodnie pnie się do góry. Jedynym problemem dla wędrujących dzieci może być odległość. Bo jednak do samego schroniska mamy 5,5 kilometra, a potem jeszcze trzeba wrócić. Ale jeśli macie tak jak my wędrujących małolatów z nadmiarem energii to polecamy spacery po dolinkach. My się czasem śmiejemy, że oni dopiero po 10 km spaceru stają się zmęczeni i nie mają siły marudzić 😉

Około południa docieramy do schroniska. Tam ludzi jest więcej, ale jeszcze nie tak źle, żeby nie znalazła się wolna ławka na zewnątrz. I zgodnie z tradycją (praktykowane zazwyczaj po dojściu do schroniska) jemy pyszną zupę i robimy odpoczynek. Dzieciaki regenerują siły błyskawicznie. Jeszcze trochę fotek i idziemy dalej.

Podejście pod Smreczyński Staw jest już bardziej strome i miejscami mocno kamieniste. Napotykamy też resztki śniegu. Większe ilości spotykamy nad stawem, który jeszcze w połowie jest zamarznięty (a mamy połowę kwietnia). Panuje nad nim fajny klimat, siedzimy w słońcu, jest jeszcze tylko kilka innych osób, cisza i spokój. I gdyby nie to, że czeka nas jakieś 6,5 km drogi powrotnej (cały czas w dół, ale odległość jednak jest) to siedzielibyśmy tam dłużej. Droga powrotna jest wolniejsza, a spacer kończymy późnym popołudniem. Zmęczenie na twarzach dzieci aż miło się ogląda, ale nie łudzimy się, że to długi potrwa. Na drugi dzień szaleją po Rusinowej Polanie, o czym przekonacie się sami w następnym artykule.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *